>>Konkurs o czeskich wzorach na kulturę, spotkanie i jakość.
Pokaż nam swój czeski wzór i wyjedź z Mariuszem Szczygłem do Czech!
Szczegóły na: wyborcza.pl/Czechynieztejziemi

Przez prawie 90 lat w jednym z najstarszych i największych studiów filmowych w Europie powstało ponad 2500 filmów, m.in. czeskich, amerykańskich, niemieckich czy francuskich. Studia filmowe praskiego Barrandova imitowały starożytny Rzym, Wiedeń Mozarta, Madagaskar czy fantastyczny świat Narnii, swoją misję realizuje tu brytyjski szpieg James Bond.

Kiedy cała Polska zbierała firanki i koce na kostiumy dla twórców „Korony królów”, za naszą południową granicą wyprodukowany przez publiczną Czeską Telewizję serial „Bohema” (2017) był nominowany do Czeskich Lwów, najbardziej prestiżowej czeskiej nagrody filmowej. Sześcioodcinkowy serial w reżyserii Roberta Sedlácka rozpętał gorącą dyskusję na temat kolaboracji czeskiego środowiska filmowego z Hitlerem.

– Serial o Barrandovie w czasie II wojny światowej planowałam od dawna. Na początku poszłam z tym pomysłem do HBO, ale Czeska Telewizja sama się do mnie zgłosiła. Historie aktorów i twórców filmowych są esencją losów Pragi w okresie Protektoratu Czech i Moraw – tłumaczy mi Tereza Brdecková, z którą spotykam się w najpopularniejszej praskiej kawiarni Slavia. To czeska pisarka i scenarzystka filmowa, która na początku lat 90. pracowała w studiu filmowym Barrandov. Jej ojciec jest autorem scenariusza filmu „Lemoniadowy Joe” (1964), czechosłowackiego westernu wszech czasów. Autorkę scenariusza „Bohemy” rodziny dawnych gwiazd czeskiego kina oskarżyły, że w kontrowersyjnym serialu zniesławiła pamięć ich bliskich.

– Mój ojciec Jiri Brdecka też był filmowcem. Podczas II wojny światowej był zatrudniony u Miloša Havla w dystrybucji Lucernafilm, która była wtedy połączona z Barrandovem. Ojciec tuż przed śmiercią w 1982 roku spisał swoje wspomnienia – mówi Brdeckova. – Chociaż studiowałam na praskiej akademii filmowej i otaczali mnie filmowcy, o Milošu Havlu przeczytałam po raz pierwszy w zapiskach ojca. Uświadomiłam sobie, że przez całe życie w moim otoczeniu funkcjonowało zjawisko powszechnego zapominania. Ludzie nie chcą pamiętać tego, co jest dla nich niewygodne. Zwłaszcza że spora część filmowców starej generacji swojego rzemiosła uczyła się podczas II wojny światowej.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej