Najtrudniejsza sprawa, z jaką się pani zetknęła?

– Rok 2005, jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy proces przed polskim sądem dotyczący aborcji. Trzy lata wcześniej 29-letnia wówczas R. z Małopolski, mężatka i matka dwójki dzieci, została zarejestrowana w przychodni jako ciężarna pacjentka w 11. tygodniu ciąży. W 14. i 18. tygodniu poddała się badaniom USG. W trakcie ostatniego lekarz stwierdził, że podejrzewa genetyczną wadę płodu. Chodziło o zespół Turnera. Charakterystyczne objawy choroby to bardzo niski wzrost, brak dojrzewania i pierwotna bezpłodność.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej