W 1998 roku Microsoft był u szczytu potęgi. Gdy ktoś kupował komputer, jego pierwsze pytanie brzmiało: „Czy mogę na nim uruchomić system Microsoft Windows?”.

Nieliczni śmiałkowie pracujący na innych systemach zadawali pytanie: „Czy mogę na nim uruchomić pakiet Microsoft Office?”.

Do dzisiaj możliwość odczytywania i zapisywania plików Worda i Excela należy do najważniejszych funkcji komputera osobistego. A gdyby jednak zrobić dzisiaj sondaż opinii: „Wymień najpotężniejszych technologicznych monopolistów”, Microsoft nie wszedłby do pierwszej piątki.

20 lat temu Bill Gates był u szczytu potęgi. Ale ze szczytu wszystkie drogi prowadzą w dół. Gates chyba o tym nie wiedział. Nie wiedziała też większość komentatorów przekonanych, że szefowi Microsoftu udało się wyjść z tamtego przesłuchania obronną ręką.

Krótki cytat z ówczesnej relacji w CNN (z 3 marca 1998): „Podczas gdy Gates nie zgadzał się ze swoimi rywalami co do taktyki biznesowej Microsoftu, wszystkich łączyło wspólne przekonanie, że rząd nie powinien wprowadzić nowych regulacji dotyczących internetu i w ogólności przemysłu oprogramowania”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej