Zbigniew Czendlik

Najpopularniejszy proboszcz w Czechach jest Polakiem.

Zbigniew Czendlik, rocznik 1964, wychował się w Dębowcu na Śląsku Cieszyńskim. Do Czech został wysłany na misję w 1993 r. z parafii w Chorzowie. Od 24 lat jest proboszczem w Lanškrounie (Lanckorona).

Znany jest ze swoich odważnych porównań. O kazaniu potrafi powiedzieć, że powinno być jak minisukienka: krótkie i dopasowane.

Popularność medialną zdobył jako prezenter telewizyjny. W ostatnich latach prowadzi w publicznej telewizji talk-show „Uchem jehly” (Przez ucho igielne).

W ubiegłym roku ukazał się z księdzem Czendlikiem wywiad rzeka Markéty Zahradníkovej „Postel, hospoda, kostel” (Łóżko, knajpa, kościół), który zdobył najważniejszą czeską nagrodę literacką Magnesia Litera i stał się bestsellerem. Pod tytułem „Bóg nie jest automatem do kawy” w tłumaczeniu Julii Różewicz wyjdzie 25 kwietnia w Polsce, w wyd. Dowody na Istnienie

Kupiłeś sobie szpilki?!

– Tylko pożyczyłem. Prześliczne, czerwone! Robili mi w nich zdjęcia do jednego magazynu, całe szczęście nie tylko mnie. Redakcja wybrała kilku mężczyzn, proponując, żeby każdy z nas choć na chwilę stanął przed kamerą w szpilkach. Chodziło o problem dyskryminacji kobiet, która wciąż nieźle się u nas trzyma. Panowie na przykład dostają wynagrodzenie mniej więcej o jedną czwartą wyższe niż panie. Na takim samym stanowisku! Tylko dlatego, że urodziłaś się kobietą, z miejsca zarabiasz mniej niż mężczyzna. To naprawdę nie fair.

Muszę przyznać, że miałem duży problem, by ustać na tych obcasach kilka minut, żeby zdążyli mi pstryknąć fotkę. Dzięki tej inicjatywie dotarło do mnie, że pod wieloma względami jest wam po prostu trudniej. Od tamtej pory oglądam się za każdą kobietą w szpilkach z szacunkiem i poważaniem. Nie jest wam wcale łatwo, a już najgorzej macie z nami, facetami.

A co ze strojem duchownym? Przecież habit też dodaje dostojeństwa.

– Mówisz o koloratce albo sutannie? Kiedy ktoś pyta, dlaczego ich nie noszę, odpowiadam: „A co to właściwie jest?”. Naprawdę ich nie lubię i zakładam tylko w razie konieczności. Myślę, że mam ku temu powody. Po pierwsze, od dziecka nie cierpię uniformizacji i unikam jej jak ognia. Po drugie, uważam, że to nie strój powinien odróżniać nas, księży, od reszty ludzi. Demonstrowanie swojej odrębności za pomocą munduru to tani chwyt. Nie powinniśmy świecić koloratką, tylko przykładem.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Mariusz Szczygieł rozmawia z Marketą Zahradnikovą o księdzu Czendliku

Náchod – twoja pierwsza parafia w Czechach – był tylko stacją przesiadkową?

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej