Otworzyłem cienką książeczkę pod tytułem „Pusta ziemia” i uważam się za chwata. Trzeba mieć determinację absztyfikanta literatury albo być w stanie wskazującym na zużycie (psychiczne), aby ten związek frazeologiczny wydał się pociągający. Pusta ziemia… A cóż atrakcyjnego jest w pustej ziemi? Zwłaszcza że książeczka otworzyła mi się na zapisku autora z 15 marca: „Nic. I już po śniegu, niewiosna, niezima… Wszak także bezczasem i błotem może się przejawiać granica pór roku!”.

Pozostało 84% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej