Wysoki, szczupły, czarna broda, w uszach białe słuchawki. Spotykamy się na dworcu. Prosi, żebym nie pisała, w jakim mieście przebywa. – Zaraz by w Czeczenii wiedzieli, a wysłać tutaj człowieka, który mnie zastrzeli, to dla Kadyrowa żaden problem – wyjaśnia 32-letni Tumsu Abdurachmanow.

Z żoną i trojgiem dzieci przyleciał do Polski w lipcu. Żeby nie wzbudzać podejrzeń, kupił bilety z Tbilisi do Kaliningradu z przesiadką w Warszawie. Jednak dalej lecieć nie zamierzał. Jeszcze w Gruzji napisał wniosek o nadanie statusu uchodźcy. Wręczył go strażnikom na Okęciu razem z paszportami.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Kadyrow - ulubiony Czeczen Putina

Przyprowadź nam wszystkich

4 listopada 2015 r. Tumsu Ulmatowicz Abdurachmanow, wicedyrektor firmy telekomunikacyjnej Elektroswiaz w Groznym, jedzie do biura. Na prospekcie Putina zauważa policyjny wóz na sygnale. Przepuszcza go, rusza dalej. Wtedy orientuje się, że przeciął drogę kolumnie rządowej. W samochodzie siedzi Islam Kadyrow, ówczesny szef administracji rządu i prezydenta Ramzana Kadyrowa, a także jego krewny.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej