Miasteczko Pozzilli, między Rzymem a Neapolem, wygląda jak z widokówki ze słonecznej Italii. Ludzie zbierają tu oliwki, popołudniami siedzą w kawiarenkach, w niedzielę chodzą na mszę odprawianą przez polskiego księdza. Kościół leży na uboczu, przy nim plebania. Trzynastoletni Jurek dziwi się: mimo iż plebania mogłaby pomieścić co najmniej dwie rodziny, musi spać z proboszczem w jednej sypialni. A łóżka są trzy: dla księdza, dla Jurka, dla psów.

Siniaki

Lublin, początek lat 90.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej