Trzeba było uważać, w jaki sposób mówi się w jego towarzystwie. Wystarczył nie taki ton głosu, niezręczne słowo… i nagle zapadała cisza. Następnie pojawiał się cichy niepokój, a potem w powietrzu znienacka dawał się wyczuć zapach śmierci – tak o Lucianie Leggiu opowiadał w latach 80. ubiegłego wieku Antonino Calderone, jeden ze skruszonych mafiosów.

Urodzony w 1925 r. Leggio bywał przezywany Profesorem. Wprawdzie karierę przestępczą zaczynał jako prawie niepiśmienny złodziej bydła, ale po latach na mafijnych konferencjach lubił przechodzić z dialektu sycylijskiego na włoski i poprawiać błędy językowe innych. Siedząc już w więzieniu, lubował się w klasyce literatury rosyjskiej, czytał o filozofii Dalekiego Wschodu.

Jednak Leggio, który zamienił swoje rodzinne miasteczko Corleone w jeden z ważniejszych węzłów sieci heroinowej na sycylijskiej prowincji, był przede wszystkim znany jako Primula Rossa. Dosłownie znaczy to „czerwony pierwiosnek”, ale przydomek był nawiązaniem do wyświetlanego w latach 30. filmu opartego na powieści baronowej Orczy „The Scarlet Pimpernel” (co przełożono na polski jako „Szkarłatny kwiat”, a na włoski właśnie jako „Primula rossa”). Tytułowy bohater udający eleganckiego dandysa utworzył podczas rewolucji francuskiej potajemną siatkę ratującą arystokratów skazanych na gilotynę. Leggio, podobnie jak powieściowy dandys, przez całe swoje życie przejawiał upodobanie do bycia eleganckim. Na tym jednak kończyły się zbieżności ze szlachetnym powieściowo-filmowym „Szkarłatnym kwiatem”.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej