Maria Zapolska-Downar - psycholożka, psychoterapeutka. Absolwentka Psychologii w SWPS w Warszawie oraz 4-letniego szkolenia psychoterapeutycznego w nurcie systemowym akredytowanego przez PTP. Prowadzi Warszawski Instytut Psychoterapii, gdzie zajmuje się psychoterapią indywidualną dorosłych, młodzieży, rodzin oraz par

Bożena Aksamit: Od czego zacząć?

Maria Zapolska-Downar: Od rozważnego udzielania pomocy. Być blisko, wspierać i jednocześnie dawać przestrzeń do działania. Nie powinniśmy osoby z depresją wyręczać, zagłaskiwać, ale także nie można jej odrzucać. Nie mówić: „Mam tego dosyć, ile to będzie trwało, weź się w garść” – takie słowa bardzo obciążają. Warto samemu wybrać się na jedną, dwie wizyty do psychologa, żeby wytłumaczył, co dzieje się z bliskim.

A jakimi słowami osobę z depresją zachęcić do wizyty u psychologa, psychoterapeuty lub psychiatry?

– Jeśli chodzi o psychologa czy psychoterapeutę, to zamiast: „Jesteś chory, dosyć tego mazgajstwa, idź się leczyć!”, lepiej powiedzieć: „Martwię się o ciebie. Widzę, że ostatnio jesteś smutny, przygnębiony, ciężko jest ci wstać. Nie cieszy cię to, co do tej pory cieszyło. Myślę, że warto sprawdzić, co się dzieje. Być może nic ci nie jest, ale sprawdźmy to. Chodźmy na jedną wizytę i zobaczymy, co powie specjalista”.

Psychiatra to po prostu lekarz jak kardiolog czy dermatolog. Depresja to choroba. Podobnie jak z zapaleniem wyrostka robaczkowego czy bolącym zębem. Nieleczona nie przejdzie samoistnie. Można powiedzieć: „Umówię cię i pójdę tam z tobą”. Podsunąć broszurę o depresji, tam jest opisanych wiele przypadków osób, które się wyleczyły.

Każda rodzina tworzy pewien system, przyzwyczajamy się do siebie i czasami trudno dostrzec, że coś nie gra. Bywa, że mąż czy żona oznajmia, że ma depresję, i zaczyna terapię.

– Jeśli sam poszedł i jest po konsultacji psychologicznej czy psychiatrycznej, to bardzo dobrze. Owszem, taka informacja może wstrząsnąć bliskimi i wpłynąć na rodzinny system. Jednak nie należy oczekiwać, że coś się szybko zmieni. Ważne, aby osoby z depresją nie mobilizować za bardzo, nie robić fajerwerków. Pacjenci czasami mówią, że wracają do domu, a na stole leżą bilety do kina, za tydzień mają lecieć na Wyspy Kanaryjskie, bo w Polsce brakuje słońca. A oni ledwo wstają do pracy, obiad robią ostatkiem sił.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej