Tego dnia w butiku z dziecięcymi ubraniami pracowała Sylwia.

– Siedzę za ladą i widzę kobietę, która przebiega przez galerię i krzyczy. Myślę: może zgubiła dziecko? Ale za chwilę lecą kolejne osoby, a na korytarzu krew. Ktoś wrzeszczy: „Ludzie, chowajcie się, facet z nożami biega!”.

Sylwia opuszcza rolety antywłamaniowe. Trochę je uchyla, by zobaczyć, co się dzieje. W sklepie obok leżą ranni, ale klienci spacerują po korytarzu jak gdyby nigdy nic.

Później centrum handlowe Vivo!

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej