PRZECZYTAJ TAKŻE: Słyszysz: "Ciapaty, wyp... z Polski". Oburzasz się i odwracasz głowę? Reportaż Grzegorza Szymanika

Jak głośno potrafię krzyczeć? Dryblas na mnie napiera. Trzyma ręce w kieszeni, uśmiecha się pogardliwie, patrząc mi w oczy. Dzieli nas 20 centymetrów. – Hau ab! – krzyczę. Po niemiecku: spieprzaj. A on nic. Byle tylko nie odwrócić głowy, nie spanikować. Ręce w kieszeniach, kpiący uśmiech. Próbuję więc znowu. – Hau ab! – mój głos dźwięczy mi w uszach. – Hau ab! – krzyczę tak głośno, że zdzieram gardło. Koniec

Trenerka Marisa kiwa głową z uznaniem. Chwali, że krzyk nie był histeryczny Z Jensem zamieniamy się rolami. Teraz ja na niego napieram. A on broni się krzykiem.

Tak zaczynało się moje szkolenie z Zivilcourage, czyli odwagi cywilnej, jakie przeszedłem w Pößneck pod Jeną w Turyngii. Cały dzień spędziłem z dwudziestolatkami z niemieckiej prowincji, ucząc się, jak reagować, gdybym musiał bronić się przed skinheadem. Albo, co bardziej prawdopodobne, na moich oczach w berlińskim metrze czy na ulicy skinhead atakowałby kogoś o ciemnym kolorze skóry i nie byłoby w pobliżu nikogo, kto by się za ofiarą wstawił. Poza mną.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej