MACIEJ AUGUSTYNIAK: Pewien urzędnik wyrzucił mnie ostatnio ze znajomych na Facebooku.

 EWA WOŁKANOWSKA-KOŁODZIEJ: Za co?

– Eee tam. Za nic. Mam niewyparzony język. Potrafię urzędnikowi zarzucić zarówno brak kompetencji, jak i ambicji, by te kompetencje podnieść.

Do furii doprowadza mnie to, że publiczne pieniądze są wydawane na rzeczy, które nie są dostępne dla wszystkich.

Np. w Warszawie do Muzeum Historii Żydów Polskich osoba na wózku wprawdzie się dostanie, ale nie głównym wejściem, tylko takim z boku, w którym nie ma automatycznie otwierających się drzwi.

Z kolei w warszawskim Centrum Nauki „Kopernik” osoba z niepełnosprawnością wzroku może sobie głowę rozbić o wystające rzeczy. A nagradzana Filharmonia Szczecińska? Wszyscy się zachwycają, a nikt nie zwraca uwagi na takie pierdoły, że osoba niskiego wzrostu albo poruszająca się na wózku nie odda tam kurtki do szatni, bo ma za wysoko. Idziemy w supertechnologie, kosztuje to bimbaliony pieniędzy i głupiego fragmentu blatu nie można było obniżyć? Dobra architektura powinna służyć wszystkim.

A Stadion Narodowy?

– Poszedłem z przedstawicielami innych organizacji pozarządowych na stadion, kiedy był jeszcze dziurą w ziemi. Powiedzieliśmy, że chętnie doradzimy, jak go dostosować do potrzeb różnych osób, bo w końcu się na tym znamy. Usłyszeliśmy: „Słuchajcie, buduje go TAKI architekt z TAKIEJ pracowni, że wy biedne żuczki popierdułki nie musicie mu pomagać”. I co? Stadion powstał. Jest tam wprawdzie jedno wejście, którym osoba poruszająca się na wózku jest w stanie w miarę na luzie się dostać. Natomiast do tego, które jest najbardziej naturalne, czyli od ronda Waszyngtona, prowadzi chodniczek ze żwiro-piachu. Z powodu jego nawierzchni i nachylenia wózkowicz, który ma słabsze ręce, samodzielnie się nie dostanie.

Czyli sugerujesz, że TAKI architekt się nie zna na swoim fachu?

– Wiesz, ile studenci architektury, z którymi pracujemy, mają zajęć o projektowaniu uniwersalnym, czyli takim, żeby tworzyć rzeczy dostępne dla wszystkich?

Semestr?

– Dziesięć minut.

Słucham?

– Dziesięć minut w ciągu całego cyklu nauki, czyli pięciu lat. I jak tu później mieć pretensje do takiego człowieka? Inwestor daje kasę, a architekt projektuje zgodnie z przepisami i ze swoją wizją. A że wizja nie zawsze uwzględnia na przykład robienie kontrastów dla osób niedowidzących, bo najlepsze są te czarno-żółte, więc nie najpiękniejsze na świecie, to wychodzą z tego cuda. Efekt jest taki, że stadion ma pierdyliard szyb, o które osoby z niepełnosprawnością wzroku mogą sobie nos rozbić.

Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa w ubiegłym roku wydało poradnik projektowania uniwersalnego.

– Jeśli te wskazówki nie są wymuszone prawem, to wszyscy mają je w nosie. Poza w tym podręczniku w ogóle nie ma rozdziału o ewakuacji osób z niepełnosprawnościami albo tymi leżącymi. Wybucha pożar w szpitalu, windy przestają działać i co wtedy?

PRZECZYTAJ TAKŻE: Niepełnosprawna dostała mieszkanie socjalne na piętrze. Uwięziona we własnym domu

Rozpacz.

– A rozwiązanie jest proste: materac ewakuacyjny. Można na nim normalnie leżeć, a że od spodu jest śliski i ma pasy, więc w czasie zagrożenia przypina się chorego i ratuje.

Jak?

– Jeśli mam do wyboru: człowiek spłonie albo zrzucę go po schodach na materacu, to ja wolę to drugie. Materace w szpitalach czy domach pomocy społecznej co jakiś czas się wymienia, prawda? Można zaznaczyć w przetargu, żeby był akurat taki. Poza tym w cywilizowanym kraju na każdej klatce schodowej powinien być wózek ewakuacyjny.

Cóż to za cudo?

– Przypomina połączenie sanek z taczką. Wsadza się gościa na taki wózek, spuszcza się go po schodach. Na dole ma kółka, więc się go obraca i znowu sru do dołu! To szansa na uratowanie się nie tylko dla wózkowiczów, ale też dla osób starszych czy dla kogoś, kto zwyczajnie wpadł w panikę.

Wszędzie muszą też być alarmy dla Głuchych. Polskie alarmy wyją, a powinny również mrugać. W skandynawskich hotelach w recepcji czasem można dostać poduszkę wibracyjną podłączoną do alarmu.

Jak wybuchnie pożar, to Głuchego ta poduszka obudzi. Zobaczy, że mruga alarm i spadówa stamtąd. Taka podstawa: zapewnijmy ludziom, żeby się nie spalili.

W Polsce są takie materace czy sanko-wózki?

– Nic o tym nie wiem. Jedyny wózek ewakuacyjny, jaki u nas widziałem, był w galerii handlowej Malta w Poznaniu.

Bardzo się tym przejmujesz.

– Nie wiem, co powiedzieć poza tym, że uważam, że ludzie nie powinni płonąć, nawet jeżeli poruszają się na wózkach.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Biedroń na karuzeli. "Tworzymy przestrzeń, w której nikt nie jest wykluczony"

Osoby z niepełnosprawnościami są czasem uważane za roszczeniowe.

– Też bym był roszczeniowy, gdybym nie mógł skorzystać z toalety, bo serwis sprzątający stację benzynową czy kino urządził w niej składzik i trzyma mopy albo w ekstremalnych sytuacjach też rower. Musisz prosić, by zabrał stamtąd te rzeczy, bo ty przecież chcesz się wysikać.

Czasami roszczeniowość wynika z niezaspokojenia podstawowych potrzeb. Lecę z kolegą do Egiptu.

Porusza się na wózku, więc ekipa lotniskowa pomaga mu zająć miejsce, po czym zabiera wózek transportowy. Po godzinie lotu kolega sygnalizuje: „Chłopie, głupia sprawa, muszę do toalety”.

Co robię w takiej sytuacji? Wstaję, rozglądam się po samolocie, patrzę, gdzie siedzi największy łysy, i mówię: „Eee, ty tam, pomożesz?”. Niesiemy go, a ja w duchu się cieszę, że chodzę na pilates i jestem w stanie po posadzeniu kolegi na kibelku jakoś z tej mikroskopijnej kabiny po ścianie się wydostać. Już nawet nie czepiam się tego, że toaleta jest niedostępna, bo mało gdzie w ogóle jest, ale przecież w sytuacji wypadku stewardesa nie weźmie takiego pasażera na plecy tak jak my. Nasza fundacja wysłała maile do wszystkich linii czarterowych z prośbą, by zadbali o wózki transportowe na pokładach swoich samolotów. Nie odpowiedział nikt.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Gala konkursu na rzecz niepełnosprawnych Lodołamacze odbyła się w sali bez windy. Gości trzeba było wnosić po schodach

Zaraz zaraz, o co chodzi z tymi toaletami?

– W przepisach jest tylko tyle, że drzwi muszą mieć odpowiednią szerokość i przestrzeń manewrową. A poza tym powinna być dostępna. Tylko co to znaczy, trzeba odpowiedzieć sobie samemu. Wynikają z tego różne kurioza.

Muszle zawieszone za wysoko?

– Albo za nisko. Osoba starsza siądzie na niej, ale już nie wstanie.

Czasami poręcze są przymocowane do ściany z karton-gipsu, więc mogą zostać w rękach, gdy ktoś chce się na nich oprzeć. Trzeba pamiętać, że nie każdy człowiek jest się w stanie obrócić i spuścić wodę. Można to rozwiązać przyciskiem na uchwytach.

Co jeszcze?

– Pod umywalką musi być miejsce na kolana, a suszarka powinna być zamontowana w takiej odległości, żeby dało się wysuszyć ręce bez dotykania nimi ciągów wózka.

W toaletach na Stadionie Narodowym jest system alarmowy, czyli zwisający aż do podłogi sznurek. To jest super, bo nawet jak spadniesz z muszli, to możesz go pociągnąć i wezwać pomoc. Tyle że panie i panowie sprzątający są poirytowani tym, że ten sznurek im dynda, więc regularnie podwiązują go pod sufitem. No i powinien być zamek w drzwiach.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Najdłuższe schody w Gdańsku po remoncie. Ale zabrakło podjazdu dla niepełnosprawnych

Nie jest to oczywiste?

– Zwróciliśmy uwagę właścicielom klubokawiarni Plażowa nad Wisłą w Warszawie, że nie ma zamka. Dostaliśmy odpowiedź, że ludzie się w niej zamykali po to, by się bzykać albo brać narkotyki. Wyjęto więc z drzwi zamek! Przecież wiadomo, że wózkowicze lubią siedzieć na kibelku przy publiczności. Niedawno, po latach próśb, zamontowano zamek. Okazało się, że wybrano taki kluczyk, którego osoby ze słabszymi rękoma nie są w stanie przekręcić.

Mamy ubikacje dla kobiet, mężczyzn i niepełnosprawnych. Dobre to czy nie?

– Tutaj nie ma zgody. Szkoły są dwie. Byłoby dobrze, gdybyśmy mieli toalety dla mężczyzn i kobiet, obie dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Tyle że wyobraź sobie taką sytuację, że jesteś tak zwaną osobą wspierającą i musisz pomóc mężczyźnie. Nie będzie ci przyjemnie przejść przez rząd pisuarów. Gościom przy pisuarach zresztą też będzie nieswojo. Jestem więc za tym, żeby były dwie toalety dostępne dla osób z niepełnosprawnościami, pod warunkiem że możesz się w nich zamknąć i masz intymność. Z kolei w olbrzymich toaletach, takich jak w centrum handlowym, lepiej, żeby była trzecia.

Jakiś czas temu byłam z wózkiem dziecięcym w przychodni Szpitala Bielańskiego. Żeby z rejestracji przejść do gabinetu lekarzy, trzeba tam pokonać z osiem schodków. Obok przy ścianie jest zamontowana taka maszyna...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej