MACIEJ AUGUSTYNIAK: Pewien urzędnik wyrzucił mnie ostatnio ze znajomych na Facebooku.

 EWA WOŁKANOWSKA-KOŁODZIEJ: Za co?

– Eee tam. Za nic. Mam niewyparzony język. Potrafię urzędnikowi zarzucić zarówno brak kompetencji, jak i ambicji, by te kompetencje podnieść.

Do furii doprowadza mnie to, że publiczne pieniądze są wydawane na rzeczy, które nie są dostępne dla wszystkich.

Np. w Warszawie do Muzeum Historii Żydów Polskich osoba na wózku wprawdzie się dostanie, ale nie głównym wejściem, tylko takim z boku, w którym nie ma automatycznie otwierających się drzwi.

Z kolei w warszawskim Centrum Nauki „Kopernik” osoba z niepełnosprawnością wzroku może sobie głowę rozbić o wystające rzeczy. A nagradzana Filharmonia Szczecińska? Wszyscy się zachwycają, a nikt nie zwraca uwagi na takie pierdoły, że osoba niskiego wzrostu albo poruszająca się na wózku nie odda tam kurtki do szatni, bo ma za wysoko. Idziemy w supertechnologie, kosztuje to bimbaliony pieniędzy i głupiego fragmentu blatu nie można było obniżyć? Dobra architektura powinna służyć wszystkim.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej