„A co, pani nie cieszy się z dzidziusia?” – pytam czasem żartobliwie. Chodzę od sali do sali, spowiadam, rozmawiam. Jak widzę, że któraś świeżo upieczona mama ma niewyraźną minę, staram się zagadać. Ona odpowiedziała: „Nie cieszę się, bo mi zabierają dziecko”. Pierwszy raz coś takiego usłyszałem, a przychodzę do tego szpitala od 20 lat – opowiada ks. Krzysztof Mądel, jezuita z Krakowa.

Wyrok w sprawie umieszczenia Patrycji w placówce opiekuńczo-wychowawczej zapadł 7 czerwca 2017 roku, pięć dni po jej narodzinach. Na niejawnej rozprawie w Sądzie Rejonowym w Krakowie, o której matka, jak twierdzi, dowiedziała się po fakcie.

Patrycję odebrano na wniosek MOPS-u. Powody przedłożone sądowi przez MOPS: rodzice dziewczynki są bezrobotni, utrzymują się ze świadczeń MOPS-u, mieszkanie komunalne zadłużone (choć rachunki za prąd i gaz regulowane „względnie terminowo”), w mieszkaniu nieporządek, podłoga brudna od fekaliów psa, kurz, niedopałki, porozrzucane dokumenty i książki, w zlewie naczynia z kilku dni nieumyte, kuchenka zabrudzona tłuszczem, brudne garnki, śmieci niewyrzucone. Bierna postawa pary w zakresie utrzymywania czystości. To ocena z wizyty w styczniu 2017. „Na podkreślenie zasługuje fakt, iż weryfikacja sytuacji w marcu nie była możliwa ze względu na to, iż pracownik socjalny nie został wpuszczony do mieszkania” – dodaje MOPS.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej