Na pierwszym USG, w listopadzie 2016 roku, lekarz powiedział, że to ciąża bliźniacza, ale jeden zarodek obumarł. Drugi żył, ale miał nieregularny kształt. Niepokojące. Utrzymanie ciąży, powiedział, jest niepewne.

Na kolejnym, w grudniu, już było dobrze. Widzieli, jak dziecku bije serce, rusza rączkami i nogami. Miało przyjść na świat pod koniec czerwca.

Ale kolejnej wizyty, ze stycznia, nie zapomną, choć przyszli tylko, by dowiedzieć się o płeć. „Jest bardzo chory – powiedział lekarz. – Ma się źle i najprawdopodobniej odejdzie”.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej