Mogę obiad zrobić – Ewa Hołuszko, bohaterka opozycji czasu PRL (jeszcze jako Marek), poprawia długie włosy. – Jestem ze wschodu. Dla mnie gość w dom, to Bóg w dom.

Siedzę cała w kocie. Zaraz za progiem rzuciłam się głaskać dwa psy. Wtedy zazdrośnik (Karol zwany Inżynierem, bo nadzoruje prace) zeskoczył z suszarki i wpakował mi się na kolana. Na stół wjechały już sernik i herbata, choć jest bardziej niż skromnie. Tego domu nie można pomylić z żadnym w okolicy. Nie ma dachu, jest przykryty plandeką.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej