PRZECZYTAJ TAKŻE: Adam Bodnar, RPO: Zajmiemy się sprawą Piotra Mikołajczyka

Zarost na 3 milimetry, poszarzała twarz. 29 lat, z tego ponad sześć za kratami. W więziennym mundurku opada na krzesło.

– Wie pan, za co pan siedzi? – pytam.

Kiwa głową.

– Ale tego nie zrobiłem.

– To dlaczego pan tu jest?

– Bo się przyznałem. Do siebie mam największy żal.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Dostał dożywocie i przesiedział 12 lat za morderstwo, którego nie popełnił

Niesłusznie skazany?

Do więzienia Wierzchowo w Zachodniopomorskiem dotrzeć jest niełatwo. Nie dojeżdżają tu pociągi ani dalekobieżne autobusy. Więźniowie, jeśli nie są z okolicy, nie mogą liczyć na częste odwiedziny. Mogą za to dzwonić. Piotr dzwoni do Marty, kuzynki, która jako jedyna odwiedza go regularnie.

Dziadka i brata nie widział kilka lat. Matka bywa raz w roku, jak Marta ją przywiezie. Z domu Piotra w Brzegu koło Sieradza do więzienia jest 600 kilometrów. Dla niepełnosprawnej intelektualnie kobiety to ogromna odległość.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej