Krowy nazywały się Miła, Malwa, Tara, Tunka i Tęcza. Tak wynika z „Rocznika Nauk Rolniczych” z 1955 roku, w którym opisano gospodarstwo: „Antoni Kaczyński, syn Franciszka, średniorolny chłop, posiada 8,5 ha ziemi ornej, 1 ha łąk i 3 ha pastwisk. Utrzymuje: 5 krów, 1 buhajka, 1 jałówkę powyżej 1 roku i 1 jałówkę poniżej 1 roku”. Wojciech Kaczyński, wnuk Antoniego, trzyma ten rocznik w biblioteczce na zapleczu obory.

We wsi Mystki-Rzym trzaskam drzwiami autobusu i od razu czuję, że dobrze wysiadłem. To ostatnie dni, kiedy na pola można wywieźć gnojowicę. Kto wywiezie po przymrozkach, zapłaci 500 złotych kary. Nie wolno lać nieczystości po zmarzniętej ziemi, bo i tak się nie wchłonie, będzie tylko śmierdzieć. Więc rolnicy uwijają się w całym powiecie, od Wysokiego Mazowieckiego po Szepietowo.

W największym gospodarstwie, między wymyślnie przyciętymi krzewami, stoi szyld z krową i napisem „Specjalistyczne gospodarstwo. Joanna i Wojciech Kaczyńscy. Rok założenia 1925”.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej