- Taką pomoc chwali HR, bo to integracja i aktywizacja; poleca księgowość, bo nie widać tego w kosztach; naciska marketing, bo podziękowania od obdarowanych wrzuci się na Fejsa. Kolektyw decyduje, czy wsparcie pójdzie do dzieci, czy na schronisko dla zwierząt – mówi Inka z działu marketingu Lobby 27, warszawskiej firmy z sektora usługowego, która od lat stawia na pomoc dzieciom.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Każdy chce pomagać, nie wszyscy wiedzą, jak to robić

Zrzuta nie jest elegancka

Wieloletnim odbiorcą prezentów od tej firmy był jeden z warszawskich domów dziecka. Był, ale przestał, gdy któregoś roku – tradycyjnie zapytany o świąteczne potrzeby – nie spisał się, bo zażyczył sobie biurek.

– Biurek!? Przecież w prezentach chodzi o spełnianie marzeń! Czy dzieci marzą o biurkach? – przekonywał prezes współpracowników zaangażowanych w projekt Gwiazdka.

No i jak do takich biurek mieliby się ustosunkować pracownicy, którzy chcą pomóc? Mieliby dawać pieniądze?

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej