Po kilku niefortunnych próbach intelektualnego uporania się z najnowszymi polskimi produkcjami filmowymi przystąpiłem do poważnej konfrontacji, mianowicie wybrałem się na „Cichą noc”, wszak to obraz, który wygrał ostatni festiwal w Gdyni, zatem nominalnie jest to film roku. Lepiej – Gdynię wygrał film debiutanta. Nie licząc krótkich metraży i występów aktorskich, jest Piotr Domalewski artystą wkraczającym dopiero na scenę. Jest to wejście mocne i dające podejrzenia, że nieprędko z tej sceny zejdzie, że się na tej scenie rozpanoszy; już nerwowa ciekawość mnie zżera, jaki będzie jego kolejny film.

Zwiastuny „Cichej nocy” niepokojąco sugerowały, że będziemy mieli do czynienia z dziełem w stylu brutalnego Smarzola; duch Smarzowskiego unosił się groźnie nad tym filmem – oto w...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.