Najgorsze były dwie godziny na rondzie Dmowskiego. Udawałyśmy, że się nie znamy. Jak którąś rozpoznają, to wpada jedna, a nie wszystkie – opowiada Lucyna Łukian, lat 57, matka czwórki dzieci, prowadząca jednoosobową działalność gospodarczą. Branża: handel.

Stworzyły zamkniętą grupę na Facebooku. Konsultowały tam swój plan.

Lucyna: – Ustaliłyśmy, że zaczynamy przed mostem Poniatowskiego. Tam jest najwęziej. Były największe szanse, że ich zablokujemy.

– Szłyśmy niedaleko Młodzieży Wszechpolskiej. Za nami nieśli wielki czarny baner ze szczerbcem. Mówię do dziewczyn: „Źle stanęłyśmy, bo ci to nam od razu wpieprzą” – opowiada Agnieszka Markowska, lat 51, matka dwójki dzieci, pracownica firmy ubezpieczeniowej. – Zauważyłam, że przed nami idą państwo koło pięćdziesiątki. Ona elegancka, on w płaszczu z kotylionem. Pocieszałam się, że może będą nas bronić. Później ta pani krzyczała do mnie: „Ty kurwo, co tu robisz? Mąż cię w domu nie pierdoli?!”.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej