Po pierwsze, dobrze płacili. Po drugie, zakładałem, że naprawdę chcą się dowiedzieć. 

Odpowiedzi miałem udzielić w ramach krótkiego wystąpienia na konferencji pełnej szacownych gości. Postanowiłem tam opowiedzieć o europejskich miastach szczęśliwych. Takich, które rosną, bo stwarzają warunki do przyjemnego życia. Albo chociaż o takich, które robią odważne kroki, by to szczęście swoim mieszkańcom zapewnić.

No bo dajmy na to taki Paryż czy Londyn miejscami idealnymi do życia nie są, ale Paryż właśnie postanowił budować tanie mieszkania w najbardziej prestiżowych lokalizacjach, bo chce walczyć z gettami dla bogatych.

Londyn zaś wprowadził opłaty za wjazd samochodem do centrum. Bo hałas, bo spaliny, bo korki.

Jestem przekonany, że włodarze wielu polskich miast chcieliby widzieć w nich takie mniejsze Londyny albo Paryże. 

PRZECZYTAJ TAKŻE: Sadiq Khan. Bulterier, który ugryzł Donalda Trumpa [SYLWETKA BURMISTRZA LONDYNU]

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej