Mam farta, że nie pracuję na Żoliborzu i jestem z dala. Mógłbym się cieszyć, że mnie ten cyrk nie dotyczy i wyłącznie śmiać się z opowieści kolegów. Ale jednak uważam, że Polki i Polacy, wyborcy, podatnicy, powinni wiedzieć, że policja robi za prywatną ochronę domu prezesa PiS. Wbrew regulaminom – opowiada funkcjonariusz X

Umówiliśmy się w parku. X chce się spotkać wyłącznie osobiście. Boi się, że po rozmowie przez telefon lub internet mógłby zostać ślad kontaktu z dziennikarzem, a on nadal ma zamiar pracować w policji.

– Chłopaki śmieją się, że nigdy nie naparzali tyle w gry na telefonie co podczas patrolu wokół Mickiewicza 49. W co grają? Pewnie w jakieś „AirAttack 2” albo „Sniper 3D”, żeby nie usnąć. Wiadomo, że tam się nic nie stanie. Najważniejszy człowiek w państwie ma przecież jeszcze ochronę w środku domu. Oficjalną. O nas to nawet nie wiadomo, czy wie. Możliwe, że nie wie. Dwaj policjanci z Wydziału Wywiadowczo-Patrolowego Komendy Stołecznej spędzają tam noc. Druga zmiana przyjeżdża rano.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej