Wrocław. Wrzesień. Czekam w kolejce kilkadziesiąt minut. Widzę nastolatków ubranych w kreszowe dresy, kolorowe kurtki Adidasa z lat 90. i sportowe buty. Mimo że jest chłodno, kilkanaście osób stoi w krótkich spodniach, koszulkach na ramiączkach. Na głowach czapeczki z logo Wixapolu – żółta uśmiechnięta buźka. Legitymacje szkolne sprawdzane są może u co dziesiątej osoby.

Wchodzę.

Piguła za 30 zł, narkotyki na imprezie można dostać bez trudu

Surowe betonowe ściany, ostre światła, sztuczny dym, kilka starych skórzanych kanap i bar, w którym nikt nic nie kupuje. Muzyka to podkręcone ostrym bitem przeboje pop z lat 80. albo agresywne techno. Gdy pójdę na podobną imprezę w Warszawie, będę miała déjà vu, bo niczym się nie różnią. Znów ostre światło, dym, ta sama muzyka, tylko jeszcze młodsi tańczący.

Już przed północą we Wrocławiu pierwsza dziewczyna traci przytomność na parkiecie. Ma około 17 lat.

Trzy koleżanki próbują ją podnieść, ale upadają obok i z trudem wstają. Podbiega dwóch młodych chłopaków w dresach, wynoszą nieprzytomną na rękach, znikają w kłębach dymu.

Coraz więcej ludzi ze skrętami marihuany w ustach. Chłopcy rozpinają kreszowe bluzy i pokazują gołe klaty.

Jeden z obrazków na Facebooku, który informuje o wrocławskiej imprezie Wixapolu, to dwa szczury, których ogony nawiązują do kresek narkotykowych.

Mogę je na tej imprezie dostać bez trudu. Piguła (ecstasy) kosztuje 30 zł. Dzięki niej można skakać kilka godzin bez przerwy. Trzy razy widzę, jak do kabiny w damskiej toalecie wchodzą dwie dziewczyny i dwóch chłopaków. Dowiem się, że wciągali narkotyki z ekranów telefonów, gdy inni robili selfie przy łazienkowych lustrach.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej