Wrocław. Wrzesień. Czekam w kolejce kilkadziesiąt minut. Widzę nastolatków ubranych w kreszowe dresy, kolorowe kurtki Adidasa z lat 90. i sportowe buty. Mimo że jest chłodno, kilkanaście osób stoi w krótkich spodniach, koszulkach na ramiączkach. Na głowach czapeczki z logo Wixapolu – żółta uśmiechnięta buźka. Legitymacje szkolne sprawdzane są może u co dziesiątej osoby.

Wchodzę.

Piguła za 30 zł, narkotyki na imprezie można dostać bez trudu

Surowe betonowe ściany, ostre światła, sztuczny dym, kilka starych skórzanych kanap i bar, w którym nikt nic nie kupuje.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej