Jak trafiłeś do sanatorium dla gruźlików?

– Wracałem z siostrą i szwagrem z czeskich Karkonoszy, po drodze chcieli mi pokazać Sokołowsko. Nazywało się kiedyś Görbersdorf. W połowie XIX wieku lekarz Hermann Brehmer dostrzegł moc mikroklimatu doliny. Założył tam pierwsze na świecie specjalistyczne sanatorium dla gruźlików. Zjeżdżali do niego chorzy z całej Europy. Na wzór Sokołowska powstało potem sanatorium gruźlicze w szwajcarskim Davos.

Uzdrowisko z „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna.

– Sokołowsko nazywa się czasem polskim Davos, a powinno być odwrotnie. Dziś pośrodku zalesionych gór została wieś z potomkami tych, którzy pracowali w uzdrowisku po wojnie, stara cerkiew i ogromny budynek sanatorium nazywany Grunwaldem. Po pożarach to była właściwie ruina. Przyjechała ją ratować Fundacja Sztuki Współczesnej „In Situ”. Dużo się już udało. Sokołowsko zaczęło żyć sztuką. Jest festiwal „Sanatorium dźwięku”, festiwal performance’u „Konteksty”. W Sokołowsku mieszkał w młodości Krzysztof Kieślowski, więc jest też festiwal Kieślowskiego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej