Patrycja Volny - (ur. 5 lutego 1988 roku w Monachium), aktorka i piosenkarka. Ukończyła Shine Creative and Performing Arts Academy w Perth (Australia), oraz Joondalup Academy of Performing Arts, również w Perth. W 2008 roku śpiewała w programie „Jaka to melodia”, koncertowała również z piosenkami z repertuaru swojego ojca. W 2013 roku ukończyła Wydział Aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. Zadebiutowała na dużym ekranie w najnowszym filmie Agnieszki Holland „Pokot”

Pani najwcześniejsze wspomnienie związane z ojcem?

– To zapachy i smaki. Ojciec pachniał taką specyficzną mieszanką wody kolońskiej, potu i soli. A solił dużo i namiętnie przez całe życie. Ojciec z książką. Ojciec przed telewizorem – miał bardzo owłosione nogi, które mnie zawsze łaskotały. Ale ojca w domu bardzo często nie było albo mama usuwała mnie z jego pola widzenia.

Dlaczego?

– Bo go irytowałam. Nie rozumiał małych dzieci i nie miał instynktu ojcowskiego. Nie mam więc fajnych wspomnień z wczesnego dzieciństwa.

Nic dobrego?

– Jak mu się chciało, to miał niezwykłą wyobraźnię i umiejętność opowiadania bajek. Kiedy bywaliśmy na wsi w domu mojej mamy, w Szczawie, w Gorcach, namawiał mnie, może 5-letnią, żebym w nocy poszła z nim szukać krasnoludków. Ale ja się bałam. Czasem było jakieś wspólne malowanie, bo ojciec ładnie rysował, tyle że wtedy byłam już starsza. Miałam może z dziewięć lat. Rok później, w mojej trzeciej klasie podstawówki, rodzice się rozstali.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Jacek Kaczmarski: uwodziciel. Rozmowa z Jackiem Kleyffem

Urodziła się pani w Monachium w 1988 roku, ale mama i ojciec wyemigrowali w 1995 z panią do Australii. Czyj to był pomysł?

– Ojca. Był tam kiedyś w trasie koncertowej i tak się zakochał w tym kraju, że uparł się tam wyjechać. Wbił sobie do głowy, że już nie będzie koncertował, tylko pisał książki. Że ma dość tego blichtru i hulaszczego trybu życia podlanego alkoholem. I mama na to przystała. Akurat wtedy po wielu latach przestała pracować dla Radia Wolna Europa – pracowała w sekcji polskiej jako typistka, potem sekretarka – dostała sporą odprawę, więc stać ją było, żeby nas tam przeflancować. Bo ojciec nigdy nie miał pieniędzy.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej