Pod sklepem w Posadowie rozmawiam z mieszkańcami.

Ona: – Mnie nie obchodzi, gdzie on mieszka i co robił wcześniej. A bo to my nie mamy trudnych życiorysów? Picia jest po wsiach dużo, co, my lepsi? Niech ma chęci i się stara, to się liczy.

On: – Trudno oceniać po paru miesiącach, niech cały sezon budżetowy przerobi. Najtrudniejsze będzie nie wydanie tych pieniędzy, ale poderwanie ludzi, żeby się zaczęli interesować swoimi sprawami.

Ona: – Byliśmy zdziwieni, gdy na wiejskim zebraniu zapytał, na co chcemy przeznaczyć pieniądze z festynu charytatywnego.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej