„Jest rzeczniczką prasową Rady Miejskiej” – oburza się jeden z politycznych tabloidów prawicy, portal wPolityce.

Młoda kobieta w czerwonym płaszczu, z papierosem i w popielatej mini, w butach na szerokich czarnych obcasach, stoi na środku ulicy, a pod nią kałuża. Błyszcząca plama szczyny. Patrzy prosto w obiektyw i śmieje się szeroko. Jest w tym radość. Jest w tym wolność. Jest w tym: „A co mi zrobicie?”.

To samo myśli pewnie facet, który wysiada z samochodu, staje do mnie tyłem na trawniku, wyciąga przyrodzenie i sika. Albo ten, który przecina park Skaryszewski, mija mój koc i nie idzie do pobliskiej kawiarni, tylko staje na krawędzi krzaków i się wypróżnia. „Co mi zrobisz? Twój wstyd, kobieto, broni mnie przed twoim gniewem”. W facecie z obwisłym brzuszkiem budzi się zwierzę i jak zwierzę on musi teraz, natychmiast, tu. Robi to na wspólny, publiczny trawnik, żeby nie wpadło do jego spodni. Męskie sikanie na ulicach przekracza czasy i klasy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej