Mordor to kraina okrutnika Saurona, gdzie torturami i manipulowaniem wymusza się posłuszeństwo i pracę ponad siły na niewolnikach. Na warszawskiej Domaniewskiej jest tak źle?

– Warszawski Mordor – nazwę rozpowszechnił Rafał Ferber, twórca słynnego profilu fejsbukowego „Mordor na Domaniewskiej” – to 100 tysięcy korpoludków. Nie zapomnę nigdy mojego pierwszego dnia, pięć lat temu. Z domu, z Radzymina, jechałam półtorej godziny. Ostatnim etapem był wypełniony po brzegi tramwaj. Wysiadłam i cały ten Mordor dosłownie zwalił mi się na głowę: tłum biznesowo ubranych, niewidzących nikogo ludzi, pędzących na światłach, by jak najszybciej odhaczyć się w biurze. Jakiś ciemnoskóry turysta stał bezradnie na skrzyżowaniu i próbował zapytać o drogę. Kilka razy próbował zwrócić się do kogoś z tłumu: „Excuse me...”, ale wszyscy byli zbyt zajęci, by go dostrzec. Wskazałam mu drogę i poszłam do mojego nowego miejsca pracy. Skuszona finansami i perspektywą rozwoju w marketingu, którym się zajmuję. Zostałam właśnie zrekrutowana do domu medioweg ogrupy wydawniczej Polskapresse, gdzie miałam zająć się marketingiem portalu Gratka.pl. Wcześniej pracowałam w agencji nieruchomości Metrohouse, która była ich klientem.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej