MARIUSZ KANIA: Jak trafiłeś do BBC?

MAREK POLASZEWSKI: Przez pięć lat byłem freelancerem w Londynie, a BBC szukało operatora, który pracowałby dla zagranicznych serwisów, w szczególności dla ich arabskiej i perskiej redakcji. Pomogło mi kilkumiesięczne doświadczenie z niedużą islamską stacją telewizyjną w Londynie.

Kręciłem też w różnych zakątkach świata, pracowałem z ludźmi z różnych kultur. Spodobała im się moja deklaracja, że nie mam rodziny, że chcę jeździć, zdobyć jeszcze więcej doświadczenia i interesują mnie rejony konfliktów zbrojnych. Wielu operatorów w BBC ma rodziny, długi staż i nie chcą już narażać życia, bo większej pensji z tego nie ma. Od dziecka marzyłem, by być w takich miejscach, gdzie nie każdy ma dostęp, dzieje się historia, nawet jeśli to niebezpieczne. Wysłali mnie więc na serię szkoleń dotyczących postępowania w strefach konfliktu.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej