ALEKSANDRA SZYŁŁO: Także? Co oznacza to słowo w tytule wystawy? Dlaczego nie po prostu: „Tańczymy”?

GORDON MACDONALD: – W tańcu odsłaniamy inną twarz. Uzewnętrzniamy emocje, które na co dzień są głęboko skrywane. Pozwalamy obcym wejść w bliski kontakt, przekroczyć intymną strefę, która zazwyczaj jest nieprzekraczalna. Pozwalamy obcym nas dotykać. To coś zupełnie odmiennego od społecznych funkcji, które pełnimy na co dzień. Dlatego „także”. My – prezesi, robotnicy, uczniowie, rodzice, żołnierze – także tańczymy. Wyrzucamy wtedy z siebie podświadomie emocje, których nie mamy jak, nie umiemy, nie mamy okazji wyrazić inaczej.

Jak Grek Zorba?

– Tak. Z drugiej strony społeczeństwo określa, w jakim kontekście wypada tańczyć. Wypada na weselu, po alkoholu. A czy można przystanąć na ulicy i sobie zatańczyć? Zwłaszcza w naszej zachodniej kulturze czujemy, że byłoby to ostre przekroczenie jakichś granic. Choć właściwie dlaczego? Nie robimy nikomu tańcem krzywdy. Ale taka otwartość emocjonalna razi. Pokazuje to Gillian Wearing w performansie „Tańcząc w Peckham”. Artystka inicjuje spontaniczny, uczuciowy taniec w galerii handlowej i rejestruje reakcje przechodniów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej