Ewelina mówi, że lekarz pieniądze wsunął do białego kitla. Siedział przy biurku, obok było rozłożone łóżko zabiegowe, ona stała. Zza otwartych drzwi zerkała pielęgniarka, parzyła sobie herbatę.

Lekarz, wstrzykując znieczulenie, instruował sam siebie: samobójcy nie tną się w poprzek ręki, tylko wzdłuż, te nacięcia w poprzek są po prostu mało groźne.

– Panie doktorze, proszę głębiej – Ewelina powtórzyła kilka razy, kiedy rozcinał jej przedramiona skalpelem. Na lewej ręce dwa razy, na prawej raz, ale porządnie – rana miała kilkanaście centymetrów.

– Głębiej, niech wygląda groźniej – poprosiła.

Przekręt na wariata. Jak oszukiwał były policjant

Dziesięć lat wcześniej

Darli się do niego: – Mafik! Mafik! Ładuj! Weź to ładuj!

W niemieckim Aschenbach załadował złote zegarki, łańcuchy, obrączki, piękne pierścionki z brylantami i wszystkie banknoty z szuflady. W kilkadziesiąt sekund wypełnił sportową torbę, a jego przyjaciele kijami bejsbolowymi i metalowymi rurami, które znaleźli na budowie, zakatowali sparaliżowaną strachem ekspedientkę. W dzień. Żeby za jasnego jeszcze wrócić do domu.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej