Katarzyna Surmiak-Domańska: Niedawno przeczytałam w „Twórczości” twój „Dziennik 1969”, z czasów gdy asystowałeś Andrzejowi Wajdzie na planie „Krajobrazu po bitwie”. Dlaczego wydałeś go dopiero teraz, po prawie 50 latach?

Andrzej Titkow: Po raz pierwszy próbowałem w latach 90. Andrzej Kołodyński z magazynu „Kino” bardzo się do tego zapalił. Po przeczytaniu oznajmił, że ma dwie wiadomości: „Dobra jest taka, że to jest fantastyczny tekst – mówi. – Zła, że ci tego nie puszczę”. „Kino” było zależne od Wajdy, mógł się obrazić. Gdy umarł, „Twórczość” wzięła „Dziennik” bez mrugnięcia okiem.

Pokazujesz Wajdę jako człowieka próżnego i wyniosłego. Na przykład takie zapiski z premiery „Polowania na muchy”: „W. wystylizowany, upozowany daje się oglądać (...) Ciekaw byłem, jak zareaguje na te idiotyczne pochlebstwa. (...) Mistrz niezadowolony, że mu nie kadzą”. Nie lubiłeś go?

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej