Artur, lat 48, przedstawiciel handlowy, Warszawa: – Dziś po pracy zrobię kilka stron ćwiczeń z matematyki i poćwiczę koniugację.

Katarzyna, lat 37, księgowa, Katowice: – Ja nauczę się budowy układu oddechowego, posiedzę też nad rozbiorem gramatycznym zdań.

Izabela, lat 42, redaktorka w wydawnictwie literackim, Warszawa: – Dziś po całym dniu pracy przygotuję się do dwóch klasówek.

Karolina, lat 35, właścicielka firmy, Warszawa: – A ja zrezygnuję z własnych planów i przygotuję referat o obiegu wody w przyrodzie.

Nie wolno odrabiać prac domowych za dzieci. Ale co zrobić, jeśli przychodzą po pomoc, bo pani na lekcji nie zdążyła z programem, a zadała do domu? Co, jeśli zdarza się to często? Co, jeśli nasze dziecko nagminnie miga się od odrabiania prac, a szkoła reaguje na to tylko kolejnymi jedynkami?

Artur jest ojcem 10-letniego Kacpra: – My kujemy, bo nie mamy wyboru. Czwarta klasa dała nam popalić. Całej rodzinie. Teraz na zebraniu dowiedzieliśmy się, że Kacper jest zagrożony. I z polskiego, i z matematyki. Że „właściwie powinien nie zdać”. Siedzę więc z nim po trzy godziny i patrzę mu na ręce, jak przepisuje zeszyty kolegów.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej