PALMA WARSZAWSKA. Drzewo poznania swojego i obcego - konkurs na reportaż o spotkaniu kultur skierowany do początkujących reporterów

„Ze wszystkich polityków ciocia Maria najlepsze zdanie miała o Gorbaczowie: On nam Boga zwrócił. Dzięki niemu do Kazachstanu przyjechał polski ksiądz. I dzięki niemu ciocia Maria zjechała do Polski”. Zaraz po przyjeździe poszła na bazar. Nakupiła czereśni i jabłek, które w Kazachstanie były rarytasem. Zachwycała się: „Tu, na bazarze, ojoj, wszystko jest. Widzę, tu mięso drogie, a tu tańsze, a u nas jedna cena. Myślę: choć w Polsce mało pieniędzy, żyć można”.

Tak o rodzinie Brodowskich, którzy w prawie 50 osób przyjechali z Kazachstanu do Polski i zamieszkali w dawnym PGR w Niemstowie pod Lubinem, pisała w 1996 roku w reportażu „Tam ziarno drobne, tu noce ciemne” nasza redakcyjna koleżanka Beata Pawlak. Wróciła do nich cztery lata później w jednym z ostatnich tekstów, które napisała dla „Gazety”. Brodowscy nie mieszkali już w pegeerze. Rozjechali się po Polsce, część wróciła do Kazachstanu.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej