Co pan robi?

– Pracuję nad „Idiotą”. Wystawimy to w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej.

Znowu Dostojewski...

– A zaraz potem „Biesy” i „W oczach Zachodu” Conrada. Dostojewski to jeden z najważniejszych ludzi literatury. Z niego czerpię wiedzę o świecie i za nim próbuję, używając teatru, stawiać najważniejsze pytania.

Kiedy się zaczęło?

– W liceum. Jako 16-latek obejrzałem „Apocalipsis cum figuris” Jerzego Grotowskiego. Musieliśmy, ze względu na wiek, dostać zgodę Grotowskiego. W jednej ze scen aktor wykonuje ruchy, jakby odbywał stosunek z chlebem. Chciałem stamtąd uciec, bałem się tego przedstawienia. Rok później pojechaliśmy do Starego Teatru w Krakowie na „Biesy” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Z panią prof. Elżbietą Żwirkowską nie mieliśmy lekko, bo przed wyjazdem musieliśmy te „Biesy” przeczytać. Klęska. Nic nie zrozumiałem.

A spektakl?

– Oszałamiające wrażenie. Wajda był już wtedy uznanym mistrzem filmowym, ale w teatrze nie wszyscy go akceptowali. Na scenie zespół bigbitowy, dwie perkusje, porywające wizualizacje. Kostiumy do połowy ubłocone, Jan Nowicki gra Stawrogina, Wojciech Pszoniak Wierchowieńskiego, który biega po moście i nawołuje do rewolucji.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej