W istocie trzeba być człowiekiem niezwykłej skromności i odwagi zarazem, by swojej książce dać podtytuł „Mój bunt przeciw hipokryzji Kościoła”. Jak ktoś swój bunt reklamuje, to mnie nachodzą porównania z tymi, którzy sami siebie nazywają niepokornymi i niezłomnymi – czas i realia pokazują, kto w istocie niepokorny, niezłomny i zbuntowany.

Taki właśnie podtytuł do dzieła „Kamień węgielny” dał ksiądz Krzysztof Charamsa, najsłynniejszy z tych, którzy Kościół porzucili. W tym przypadku było to związane nie tyle z teologicznymi wątpliwościami, ile z tym, że Charamsa ujawnił się jako homoseksualista głęboko zatroskany, że Watykan – gdzie od lat robił prześwietną karierę – jego...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.