Troszyn to upadły kombinat rolny tuż przy granicy z Niemcami. Jak znalazłeś to miejsce?

– Mieszkałem tam. Gdy miałem 12 lat, rodzice wyprowadzili się z Troszyna. Dziś we wsi zostało nieco ponad 500 osób. W latach 50. i 60. do nowo otwartego, gigantycznego kombinatu zjeżdżały całe rodziny, głównie z wschodniej i południowej Polski. Mieszkało tu wówczas z tysiąc osób. W połowie lat 90. PGR upadł, a większość mieszkańców poszła na bezrobocie. Dziś pracują dorywczo za granicą lub w pobliskich miastach.

Nie odnaleźli się?

– Państwo zostawiło ich samych. Jeśli ktoś 20 lat wstawał o czwartej, by wydoić krowy, nie ma szans, aby odnalazł się w korporacji. Tragizm sytuacji dostrzegają głównie dorośli, często słyszę: „Fotografuj tę naszą biedę”. Młodzi paradoksalnie są bardziej pogodzeni. Znaleźli sposób – zamknęli się w świecie, który ich otacza.

To twoi bohaterowie?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej