Twarzami władzy coraz częściej stają się ludzie rozkosznie nieudolni i dziwni. Ostatni przypadek jest wręcz rozczulający. Oto rząd ma fatalną prasę na Zachodzie, co mu ogranicza pole manewru w rozmaitych międzynarodowych negocjacjach. Wie, że coś z tym fantem powinien zrobić. Wie, że pilnie potrzebuje sprawnych agentów wpływu, którzy będą tłumaczyć, że nie mamy tu krwawej dyktatury, zamykania niezależnych gazet i czołgów na ulicach. Mógłby na Zachód wysyłać jakichś rozgarniętych konserwatystów, powiedzmy Cichockiego z Karłowiczem, mógłby wykorzystać rozsądnego Ujazdowskiego. Są to ludzie krytyczni wobec wielu posunięć władzy, ale właśnie przez to wiarygodni. Tymczasem na Zachód wysyła się dziwnego starszego pana, który kiepską angielszczyzną ogłasza: „Nasz rząd jest przeciwnikiem homoseksualistów i tak dalej, i tak dalej, ale nie wytacza im procesów”. No naprawdę, klękajcie narody. Wielkoduszność godna Kadyrowa. Jeszcze kilka takich mistrzowskich posunięć piarowych i Kaczyński ściągnie tu sobie „błękitne hełmy” z interwencją humanitarną.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej