Pytasz, czy ludzie umierają tu na ulicy, tak jak w Indiach. Żyją w garażach i niedokończonych domach, w namiotach, przyziemiach i piwnicach. Bez większych nadziei, ale żyją.

Tak jak rodzina Hassana Abdel Koka, która zamieszkała dwa la temu nad samą granicą, po libańskiej stronie, kilka kilometrów od zaminowanej przez żołnierzy syryjskich rzeki. Z widokiem na kraj, do którego być może już nigdy nie wrócą. Jest coś zabawnego w zardzewiałej antenie satelitarnej, umocowanej na starych beczkach po ropie, ale i rozdzierającego. Bo żyją wbrew. On pracuje na kurzej fermie, ona zajmuje się domostwem, dzieci rosną, kiełkują zioła w puszkach po oliwie. W wilgoci, w pokojach bez okien, na betonowej wylewce ledwo co zasłanej plastikową matą, próbują prowadzić normalne życie, choćby wyglądało tak krzywo jak antena na beczkach.

Mały krawczyk z Aleppo. Syryjskie dzieci pracują w Turcji jak niewolnicy

Namioty

Oficjalnie w Libanie nie ma obozów dla uchodźców syryjskich. Wojsko dwa lata temu nakazało właścicielom gruntów, na których stoją, zepchnięcie ich tam, gdzie nie będą rzucały się w oczy. A jednak nadal stoją. Według organizacji humanitarnych w całym kraju można naliczyć około 5 tysięcy.

Na dnie głębokich dolin albo przyklejone do zboczy; z widokiem na przymgloną Syrię, tam, gdzie wśród pejzażu jak z czasów Chrystusa (głazy, powykręcane drzewa oliwne w pojedynkę i kępy drzew na wzgórzach, w cieniu pasterze strzygą owce) słychać nagle regularny łomot moździerzy i łoskot helikoptera; wzdłuż bocznych dróg, między szklarniami, szkieletami aut, gruzem, płonącymi odpadkami, gajami oliwnymi i rzędami drzew pomarańczowych; również w szczerym polu, wśród kamieni i łusek po pociskach myśliwskich (mężczyźni w Libanie uwielbiają polować na ptaki). Haitla, Kouachra, El Bire, Qubaiyat. Północna granica kraju porasta setkami namiotów, które stały się naturalną częścią tego pejzażu.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej