To już jest koniec. Bardziej na południe nie ma już Hiszpanii, nie ma Europy. Jest za to jedno z dwóch miejsc na ziemi, gdzie Unia Europejska styka się z Afryką. Żeby się tu dostać, trzeba wsiąść na prom i płynąć sześć godzin. Podróżny, którzy zdecyduje się na tę wyprawę, będzie jadł w samotności kanapki, w samotności patrzył na morze przez brudną szybę. Prom, wielki jak wieloryb, będzie pewnie prawie pusty.

– Melilla – obwieści wreszcie przez głośniki zmęczony kobiecy głos.

Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej