– Podszedłem do matury jako jedyny z klasy. Reszta tak bała się matematyczki, że wolała zdawać za rok, już po skończeniu szkoły – opowiada Paweł, absolwent technikum w Łowiczu, dziś student zootechniki.

Jego rodzina ma gospodarstwo, a on od zawsze chciał zajmować się zwierzętami. Ciocia mieszkająca w Łowiczu znalazła mu tam technikum o tej specjalności. Szkoła chwali się, że jest jedną z najstarszych szkół rolniczych w Polsce. Lekcje odbywają się w tygodniu i w weekendy. Paweł uczył się zaocznie. – Moją wychowawczynią była matematyczka. Wypominała nam, że przez nas musi przyjeżdżać do szkoły w niedziele, bo zwykle wtedy mieliśmy zajęcia. W drugiej klasie spytała, kto chce zdawać maturę. I powiedziała, że ten, kto będzie chciał, i tak do niej nie podejdzie, bo ona wystawi mu jedynkę na koniec roku...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.