Podobno budzi pani naród.

– Tak, mam misję. Impulsem było aresztowanie Józefa Piniora, bohatera mojej młodości. Od dawna czułam, że będzie tylko gorzej, ale miałam nadzieję, że to, co robi Prawo i Sprawiedliwość, wynika tylko z jego wyposzczenia – rzucają się i konsumują sukces wyborczy. W sposób obrzydliwy zresztą, bez żadnych pozorów elegancji. Kiedy aresztowano Piniora, pękłam. Wyciągnęli człowieka o szóstej rano, założyli kajdanki; niewyobrażalne. Jak w najgorszych czasach stalinizmu. Nie wierzę w jego winę! Prędzej Giewont by się zawalił, niżby Józef Pinior wziął łapówkę.

Książka „Dziesięć godzin” powstała z niezgody, z ogromnej wściekłości na to, co się dzieje. Zanim usiadłam do komputera, podzieliłam się refleksjami z moimi czytelnikami. Napisałam do nich na Facebooku, że mam pomysł.

I co oni na to?

– Kibicowali mi. To było nowe doświadczenie.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej