Skoro Pokojowa Nagroda Nobla przyznawana jest ludziom ratującym życie, powinien ją dostać wynalazca kanistra na wodę. Po stokroć. Kanister jest lekki, więc mogą go dźwigać nawet dzieci. Ma ucho, przez które przekłada się płócienny pasek, a wtedy wiesza się kanister na plecach (pasek obejmuje czoło) i nawet matka targająca po maluchu na każdym biodrze da sobie radę. Kanistry – nie wiem czemu, ale najczęściej żółte – ustawia się w karnych szeregach pod studniami i kranami, w miejscach, gdzie zajadą cysterny. Kanistry czekają w kolejce, nie pocą się od gorąca. Kiedy kanister pilnuje miejsca w ogonku, warto schować się w cieniu, porozmawiać, odsapnąć. Tak zwykły kanister z plastiku daje czas wolny, szansę na spotkanie, plotki, obmowy, flirty, zaloty, umizgi.

Niech brzmi to jak największa perwersja, ale lubiłem stawać w miejscu, skąd widać było kolejki kanistrów, i po prostu patrzeć.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej