Na wystawę pod brawurowym tytułem „Późna polskość. Formy narodowej tożsamości po 1989 roku” w Centrum Sztuki Współczesnej wybrałem się w wielkim podnieceniu, na mnie bowiem każda emanacja sztuki narodowej działa jak szpryca na kolarza. Setka prac kilkudziesięciu autorów zmagających się z wizjami polskości to wyzwanie niemal olimpijskie. W czasach, kiedy słowa „polskość” i „naród” dzieci poznają wcześniej niż „mama” i „tata”, jasne jest, że artyści muszą się z tematem zmierzyć. Tyle że w swoim boksowaniu się z polskością, co z przykrością stwierdzam, przegrywają jak Gołota w pierwszej rundzie, bo ich polskość nokautem na deski posyła.

...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.