Na wystawę pod brawurowym tytułem „Późna polskość. Formy narodowej tożsamości po 1989 roku” w Centrum Sztuki Współczesnej wybrałem się w wielkim podnieceniu, na mnie bowiem każda emanacja sztuki narodowej działa jak szpryca na kolarza. Setka prac kilkudziesięciu autorów zmagających się z wizjami polskości to wyzwanie niemal olimpijskie. W czasach, kiedy słowa „polskość” i „naród” dzieci poznają wcześniej niż „mama” i „tata”, jasne jest, że artyści muszą się z tematem zmierzyć. Tyle że w swoim boksowaniu się z polskością, co z przykrością stwierdzam, przegrywają jak Gołota w pierwszej rundzie, bo ich polskość nokautem na deski posyła.

Daję tu relację z konieczności niepełną i niezbyt ścisłą, albowiem wystawie nie towarzyszy katalog. Na miejscu na pytanie o katalog odpowiedź dostałem, że nie ma i raczej nie będzie – problem może marginalny, moje pretensje małostkowe, ale jednak jak się epokową wystawę nawiedza, to dobrze byłoby w domu, po nawałnicy zachwytów, oddać się spokojnej lekturze katalogu. Widać nawet wydrukowanie książeczki z obrazkami organizatorów przerosło – stąd, gdybym nawet enumerację nazwisk tu podał, przepisanych ze strony internetowej Centrum Sztuki Współczesnej, to i tak nie potrafiłbym przypasować ich do poszczególnych dzieł – trzeba było notes i ołówek na wystawę zabrać albo po tajniaku fotki strzelać telefonem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej