Tę historię zna każdy: w roku 2000 z Odry we Wrocławiu wyłowiono związane w wymyślny sposób zwłoki mężczyzny, a policja długo nie mogła wpaść na trop mordercy. Dopiero lektura powieści „Amok” niespełnionego geniusza Krystiana Bali naprowadziła gliniarzy na trop – Bala raczył w swej prozie dokładnie opisać zbrodnię, a niektóre frazy wyraźnie sugerowały, że jedynie morderca mógł znać szczegóły zabójstwa. Bala finalnie zasiadł na ławie oskarżonych i pożegnał się z wolnością na ćwierć wieku, siedzi dotychczas, spodziewam się, że w celi cyzeluje kolejną powieść. Sprawa do końca jasna nie jest, bo Balę skazano w procesie poszlakowym, powieść jako taka nie mogła być uznana za dowód niepodważalny, ale sprawa była precedensowa i przy każdej prasowej wzmiance przeczytać możemy, że media na całym świecie o wrocławskim przypadku się rozpisywały. Wygląda na to, że największą światową karierę wśród polskich pisarzy zrobił grafoman i morderca.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej