Grodziszcze – niewielka wieś na Dolnym Śląsku, w połowie trasy z Dzierżoniowa do Świdnicy. Jakichś 900 mieszkańców, zabytkowy kościół z XVI wieku. 11 marca br., południe. Pod gminną świetlicę zjeżdżają się ludzie, lokalna policja i wójt, który świetlicą zarządza. Wiedzą, że w środku nie będzie wieczorem urodzin, które wpisano w umowę wynajęcia pomieszczeń, ale koncert neonazistowskich zespołów. Wójt zły, bo został wprowadzony w błąd. Patrzą, jak rośli młodzi mężczyźni wnoszą do środka sprzęt nagłaśniający, perkusję i jakieś kartony.

– Mają podpisaną umowę wynajęcia sali. A umowa to rzecz święta – tłumaczy mi jeden z urzędników wójta.

Do trzeciej w nocy bawi się tam 300 neonazistów z Polski, Niemiec, Szwajcarii i Ukrainy. Publiczność rozgrzewa wrocławski zespół Obłęd – największa obecnie „gwiazda” muzyki spod znaku „White power”. Ale przyjechali głównie na Oidoxie z Dortmundu, dla którego to kolejna wizyta w naszym kraju. W Niemczech nie mogą występować, bo chwalą narodowy socjalizm. Wokalista Marko Gottschalk w 2005 roku był sądzony za nawoływanie do nienawiści i przemocy, ale w tekstach nadal sławi dokonania nazistów. „Jesteśmy narodowymi socjalistami” – śpiewa w refrenie największego „hitu”.

Grzegorz Oleśkiewicz z policji w Świdnicy przyznaje, że wiedzieli wcześniej o prawdziwym celu wynajęcia świetlicy. Ale nie „mieli podstaw, by temu zapobiec”.

– Impreza miała charakter zamknięty, wstęp wyłącznie dla zaproszonych gości. O żadnym publicznym propagowaniu faszyzmu nie może być więc mowy – wyjaśnia spokojnie. – Byliśmy na miejscu, by reagować na ewentualne związane z nią zakłócenia porządku. Żadnych nie odnotowaliśmy.

Z wizytą u neonazistów. Poszedłem zobaczyć, jak od środka wygląda faszyzująca grecka partia Złoty Świt

Neonazizm w Polsce. „Sąsiedztwo zobowiązuje”

To, co nie oburzyło lokalnej policji ani wójta, zatrzęsło Rafałem Borkowskim. Ten 48-letni absolwent matematyki na Uniwersytecie Wrocławskim sam trochę wygląda jak skin: dobrze zbudowany i łysy. Nie pasują tylko okulary. Prawie 20 lat temu opuścił rodzinny Wrocław i przeprowadził się pod Grodziszcze, do Krzyżowej, a później do Świdnicy. Region zna, bo od lat pasjonuje się jego historią, głównie przedwojenną, gdy Dolny Śląsk był jeszcze częścią Niemiec.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej