Na Romana i Tobiasza sąsiedzi wołali diabły. Bo nikogo się nie bali. Dorastali w Łabędach, dzielnicy Gliwic słynnej z produkcji czołgów. Żyli muzyką, kradzieżami. Jeździli do Jarocina i na Woodstocki. Bili się ze skinami. Roman używał łańcuchów, siekier. Wódkę zaczęli pić już w wieku 12 lat.

Roman szybko wpadł w ciągi trzytygodniowe. A po odstawieniu alkoholu miał drgawki i zlewne poty. Brał marihuanę, LSD, grzyby halucynogenne, amfetaminę. Popijał ecstasy alkoholem.

Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej