Wiele dni spędziłem na bezradnym obserwowaniu wyrosłej na mym biurku sterty książek do pilnego przeczytania, spoglądałem na tę babilońską wieżyczkę w rozterce, po którą książkę pierwej sięgnąć, a przede wszystkim kiedy to zdążę przeczytać i z jakich innych aktywności w związku z tym zmuszony będę zrezygnować. W końcu olśniony nagłą a genialną myślą ruszyłem kupić inną książkę, aczkolwiek zupełnie odmiennej proweniencji. Nabyłem mianowicie atlas drzew, a ściślej „Przewodnik Collinsa. Drzewa. 1600 gatunków i odmian drzew rosnących w Europie”, i od kilku dni zajmuję się studiowaniem tego dzieła, niezrażony zdaniem ze wstępu: „Uczenie się rozpoznawania drzew jest niekończącym się procesem”. W czasach gdy wiedzę i kompetencje zdobywa się błyskawicznie, ale równie błyskawicznie traci, świadomość, iż nauka rozpoznawania drzew będzie moim zajęciem do końca życia i umierając, wciąż pełnej wiedzy na ten temat nie będę posiadał, w sposób paradoksalny mnie uspokaja i wprowadza w nastrój metafizyczny.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej