Wiele dni spędziłem na bezradnym obserwowaniu wyrosłej na mym biurku sterty książek do pilnego przeczytania, spoglądałem na tę babilońską wieżyczkę w rozterce, po którą książkę pierwej sięgnąć, a przede wszystkim kiedy to zdążę przeczytać i z jakich innych aktywności w związku z tym zmuszony będę zrezygnować. W końcu olśniony nagłą a genialną myślą ruszyłem kupić inną książkę, aczkolwiek zupełnie odmiennej proweniencji. Nabyłem mianowicie atlas drzew, a ściślej „Przewodnik Collinsa.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej