Maciek broni pracy magisterskiej z komputerem i matką. Komputer do pisania, matka do podtrzymywania ręki. Na pytanie komisji wystarczy odpowiedzieć twierdząco, ale Maciek błądzi wzrokiem, czerwieni się. Matka podsuwa mu tablicę z literami, cyframi i dwoma słowami: „tak” lub „nie”. Maciek stuka palcem w „tak”. Chwilę później zostaje magistrem prawa.

– Dzię-ku-ję – powoli sylabizuje, a komisja z wrażenia odgina się w fotelach. Bo to jego pierwsze słowo, odkąd przyszedł na studia.

Na początku roku na uniwersytecie w Białymstoku zawrzało...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.