Myślałam, że nigdy jej nie znajdę.

Burza fioletowych loków afro, na powiekach pomarańczowe cienie, różowa szminka, spodnie w kratkę i bluzka w kolorowe wzorki. Fanta Sangar? zakłada okulary, przeglądając papiery rozrzucone po biurku, które dzieli z asystentką. Stół obok zajmują jeszcze dwie pracownice. Pomieszczenie ma 10 metrów kwadratowych. Za mną siada pani z córką i starsza kobieta w kolorowym afrykańskim bubu. Wszystkie czekamy na audiencję. Na biurku Fanty dzwoni telefon, czyjaś komórka wygrywa irytującą melodię.

Fanta pyta nagle, po co przyszłam, od razu zastrzegając, że nie lubi dziennikarzy. Mówię, że szukam rozwódki, byłej żony poligamisty. Fanta cmoka: zna taką kobietę, ale nie zdradzi nic więcej. Pytam dlaczego, a ona tylko odwraca pomarańczowe spojrzenie.

...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.